Alibabki – nie tylko „Jak dobrze mieć sąsiada”

O tym, że polski pop z lat 70. to prawdziwa kopalnia doskonale zaaranżowanych, błyskotliwych pod względem melodycznym numerów z Bacharachowskim „ukąszeniem” wiadomo już od dawna – a przynajmniej od momentu, gdy Mitch & Mitch wespół ze Zbigniewem Wodeckim podali hipsterom na tacy remake debiutanckiego albumu zmarłego w tym roku wokalisty. Warto jednak o tym przypominać, bo za polską muzyką rozrywkową z lat okołogierkowskich ciągnie się zła sława związana z rzekomą bezideowościową i tuszowaniem realnych problemów. Owszem, polski pop tamtej doby raczej nie pchał się na barykady i nie zaciskał pięści, mimo to stanowił nierzadko twórczość najwyższej próby.

Alibabki nie są raczej pierwsze w kolejce do „zbigifacji” (że posłużę się Porcysowym określeniem znaczącym tu tyle, co „docenienie [po latach] przez tzw. wyrobioną, młodą publiczność), warto przyjrzeć się jednak takim perełkom, jak choćby „Samotna rękawiczka” z wydanego w 1977 roku „Zagrajmy w kości jeszcze raz”. Ten bezpretensjonalny, urokliwy i w niewymuszony sposób swingujący numer został skomponowany przez Jerzego Dobrzyńskiego, faceta, który odebrawszy staranne muzyczne wykształcenie poświęcił się muzyce pop (to on jest autorem „Byłaś serca biciem” Zauchy”). Tekst to natomiast dzieło Osieckiej.

„Samotna rękawiczka” nie jest może jakimś wybitnym odkryciem archeologicznym (każdy, kto choć odrobinę orientuje się w polskim hip-hopie, miał okazję słyszeć przynajmniej fragmenty: https://www.youtube.com/watch?v=qpa-glwbZ5E), potraktujmy ją jednak jako jeden z powodów, by zacząć oddawać Alibabkom to, co się im należy. Kojarzone z niezobowiązującymi kawałkami w rodzaju „Jak dobrze mieć sąsiada”, mają w swoim katalogu sporo doskonałych utworów. To nie jest żaden tam rewelersowski zespół z łapanki – o ich warsztacie najlepiej świadczy ilość gościnnych występów na płytach takich wykonawców, jak Czesław Niemen czy Skaldowie, czyli zawodników, którzy delikatnie rzecz ujmując, przywiązywali sporą wagę do precyzji harmonii wokalnych.

Zresztą – to tylko dodatkowy smaczek, bo Alibabki potrafią się same wylegitymować, tak jak tutaj:

Tekst jest częścią projektu „Po(p)land. Baza polskiej muzyki popularnej” realizowanego dzięki stypendium twórczemu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *