Alternatywny kanon polskiej muzyki rozrywkowej (SONDA)

Rozstrzygnięcie 12. Polskiego Topu Wszech Czasównie przyniosło większych zaskoczeń. Pierwsza dziesiątka jasno wskazuje, że rząd dusz w dalszym ciągu należy do wykonawców klasycznego rocka z lat 80. To dobra okazja, aby porozmawiać o artystach niesłusznie pomijanych we wszelkiej maści rankingach. Poprosiliśmy wybrane dziennikarki i dziennikarzy muzycznych o pomoc w przygotowaniu alternatywnego kanonu polskiej muzyki rozrywkowej. 

(więcej…)

„Sen” Edyty Bartosiewicz

Jeżeli spojrzymy na sprawę z dzisiejszej perspektywy, Edyta Bartosiewicz wyda się nam zapewne wykapanym dzieckiem swoich czasów. Jej – nieco zapomniany już – debiut „Love…” (zawierający wyłącznie piosenki w języku angielskim) był przesycony modnym na początku lat 90. sophisti popem. Doskonale wpisywało się w to inteligencko-mieszczański trend silnie promowany przez „Gazetę Wyborczą”: przypomnijmy, że w dobie wielkiej popularności muzyki chodnikowej dziennikarze przekonywali, że Polacy w pierwszych latach po transformacji sięgają najchętniej po albumy Stinga i muzykę klasyczną. (więcej…)

„Tabu” – najlepsza płyta w karierze Kombi?

Nie znajdziemy na „Tabu” wielkich, ponadczasowych hitów w rodzaju „Słodkiego, miłego życia” czy „Black & White”. Choć nie brakuje tu nośnych refrenów, czego dobry przykład stanowią utwory „Tabu – obcy ląd” czy „Pamiętaj mnie”, siła tego albumu nie leży bynajmniej w jego przebojowości. Piąty longplay Kombi to przede wszystkim najbardziej dojrzały i spójny album w ich dorobku. Album, na którym trzyosobowy skład (co warte podkreślenia: po raz pierwszy zrezygnowano z usług perkusisty i ograniczono się do automatu Yamaha RX5) jawi się nam (więcej…)

Polski britpop (Myslovitz)?

“Nie wierz tym, którzy tutaj nigdy nie byli – Mysłowice to nie pieprzony Manchester” – śpiewa w utworze pt. „Manchester” Mietall Waluś, wokalista zespołu Negatyw. Muzyk odniósł się w ten sposób do przydomku, jaki przylgnął do śląskiego miasta w drugiej połowie lat 90.

Zarówno dziennikarze, jak i słuchacze chętnie posługiwali się analogią, wedle której muzyczny ferment, o jakim należy mówić w wypadku Mysłowic z końca ubiegłego wieku, jest porównywalny do tego, co wydarzyło się w stolicy północnej Anglii na przełomie lat 80. i 90. Trop ten wyda się jeszcze bardziej wdzięczny, gdy weźmiemy pod uwagę dalsze losy brytyjskiej muzyki popowej i rockowej. To właśnie z Manchesteru pochodzi grupa Oasis, jeden z dwóch (obok Blur) najpopularniejszych przedstawicieli nurtu britpopowego. Nurtu, który stanowił bardzo istotny punkt odniesienia dla największych gwiazd mysłowickiej sceny, czyli Myslovitz. W takim razie: powinniśmy zaufać Walusiowi, czy też posłuchać tych, którzy „tutaj nigdy nie byli”? (więcej…)

Powrót Depesza z Wieliczki (Jauntix)

Ulubiona grupa „chodnikowa” Olgi Drendy, autorzy najlepszego utworu disco polo według Carpigianiego, ludzie odpowiedzialni za „jeden z najwznioślejszych momentów w historii polskiej popkultury” zdaniem Krzysztofa Michalaka z portalu Porcys. A przecież tytuły i etykiety można mnożyć, wszak – jak pokazuje dowolna facebookowa wzmianka na temat zespołu – spór o to, co tak naprawdę grał Jauntix, jest wciąż żywy. Wiadomo na pewno, że klawiszowiec Marcin Jaglarz, autor między innymi słynnej „Atlantydy”, postanowił ponownie zająć się muzyką. (więcej…)

Teledyski Yacha Paszkiewicza, czyli najntisy

Niemal każdy, kto w choć niewielkim stopniu interesuje się rodzimą popkulturą, słyszał o „ojcu polskiego teledysku”. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że pokolenie dorastające w latach 80. i 90. zawdzięcza Yachowi Paszkiewiczowi nieco więcej niż popularyzację jednego z gatunków audiowizualnych.

O wspomniane pionierstwo było zresztą w tym wypadku nietrudno. Zacznijmy bowiem od roboczej definicji. Wideoklip to krótka, samodzielna forma filmowa ilustrująca utwór muzyczny, tworzona w celach artystycznych, ale także (być może przede wszystkim) promocyjnych. Nietrudno więc się domyślić, że teledyskowość na zachodnią modłę długo była w warunkach PRL-owskiej gospodarki niemożliwa. Wobec (więcej…)

Ewa! Na scenę!

„- Ewa! Na scenę! (…) – She is improvising, nothing you know about…”

Pamiętacie Beatę Kornelię Dąbrowską? Naturalnie, że nie, ale jeżeli użyję jej pseudonimu i dodam do tego jeszcze szlagwort „Oddam ciało, oddam nawet duszę – przecież kogoś kochać muszę”, to jesteśmy już w zgrzebnym milenijnym domu. (więcej…)

Czy Just 5 rzeczywiście było pierwszym polskim boysbandem?

Jeden z wariantów odpowiedzi brzmi: „oczywiście, jak najbardziej”. Wszak płyta Bartka Wrony i spółki ukazała się wiosną 1997 roku. Choć „męskie grupy wokalne” nie były na rodzimym rynku niczym nowym (weźmy tradycję rewelerską lat 50. lub znacznie późniejszą grupę VOX), to Just 5 byli pierwszym zespołem skrojonym pod najntisowe gusta, sformatowanym zarówno pod względem wizualnym, jak i brzmieniowym. A przy tym: kompletnie ubezwłasnowolnionym (więcej…)

Filmy Wajdy i mydełko Fa

Wywiad z Andrzejem Korzyńskim, kompozytorem filmowym, autorem przebojów Piotra Szczepanika, Franka Kimono i innych.

Mateusz Witkowski: Pańska mama wymarzyła sobie, że będzie pan muzykiem klasycznym. Tymczasem chwilę po uzyskaniu dyplomu kompozytora zajął się pan bigbitem. Jak do tego doszło?

Andrzej Korzyński: Wszystko przez Raya Charlesa. Pamiętam, że gdy usłyszeliśmy go po raz pierwszy (więcej…)

Pierwszy polski longplay z muzyką młodzieżową – „Niebiesko-Czarni”

Jesli chodzi o polską muzykę młodzieżową, aż do 1966 roku rodzimy przemysł fonograficzny mógł się poszczycić wyłącznie wydawnictwami w postaci singli, „czwórek” i niskiej jakości pocztówek dźwiękowych. Autorami pierwszego polskiego longplaya byli Niebiesko-Czarni, zespół big-beatowy założony i kierowany przez Franciszka Walickiego, „ojca polskiego rock’n’rolla”. (więcej…)

Drugi longplay Andrzeja Dąbrowskiego – Wodecki bis?

Oficjalna wersja – forsowana przez wielu krytyków i dziennikarzy muzycznych – brzmi następująco: wskutek polityki kulturalnej władz PRL lata 70. okazały się ziemią jałową polskiego popu. To oczywiście tylko część prawdy. Na rodzimym poletku pokaźne połacie zachwaszczonego terenu sąsiadowały z nielicznymi, ale jednak nad wyraz bujnymi ogrodami.  (więcej…)

„Pocałuj noc” – pop rockowy wzorzec z Sevres

Być może nośny refren nie ocala ani narodów, ani ludzi, ale na pewno przydaje cech boskich, tymczasowo w aniołów przerabia. Myślałem o tym ostatnio, gdy podczas rozmowy z kolegą Bartkiem (Liczne rany kłute– polecam mocno!) weszliśmy na grząski, nierówny teren „Młodych wilków”. Film w reżyserii Żamojdy nadpisał mi się w głowie jako niewiarygodne nęcące i atrakcyjne kino akcji, jako dzieło redefiniujące swoim rozmachem określenie „epicki”. Takie, przy którym biedny ślepy Homer skuliłby się w sobie i stwierdził cicho „dobra, to trudno”. Obejrzany jakieś dwadzieścia trzy lata po premierze zdaje się raczej (więcej…)

Polski hip-hop: kto był pierwszy?

Z lektury youtube’owych komentarzy pod co bardziej leciwymi wideoklipami z nurtu polskich rapsów wynika, że spór o to, kto był pierwszy, jest nadal bardzo żywotny.

Dorzucę więc do tej jałowej dyskusji trzy grosze i przypomnę, że na płycie „1987” zespołu Deuter* (wydanej w 1988 roku) znalazł się utwór „Nie ma ciszy w bloku”. Nominalnie punkowa grupa (więcej…)

Ich Troje jak świat

To nie pusty frazes: początek XXI wieku w Polsce naprawdę należał do nich. Coś jednak sprawia, że trudno dziś myśleć o Ich Troje* z sentymentem, a zdecydowanie łatwiej traktować ich w kategoriach wyrzutu sumienia. I nie chodzi jedynie o problematyczną ,,odległość”, jaka dzieli nas od wczesnych lat zerowych.

W Kulturze karaoke  Dubravka Ugrešić pisze: (…) karaoke nie potwierdza wcale demokratycznej idei, zgodnie z którą każdy może, jeśli tylko chce, lecz ideę odwrotną (choć równie demokratyczną): że każdy chce, skoro może**. Niewykluczone, że Michał Wiśniewski już w 1995 roku postanowił stać się wczesnym exemplum wspomnianej postawy. (więcej…)

Historia znikania. Marek Sośnicki i Tamerlane

Chyba mało kto pamięta już o takiej postaci jak Marek Sośnicki. Nic dziwnego, mamy tu bowiem do czynienia z dość klasyczną szołbiznesową historią znikania.

Zespół Tamerlane „miał papiery” na to, aby osiągnąć względny sukces komercyjny. Ich debiutancki album „14th Century Soul” z 1991 roku stanowił dość niecodzienny w naszych warunkach przykład smooth popowego grania o (więcej…)