Majka Jeżowska dla dorosłych

Jej adresowana do dzieci twórczość jest większości z nas doskonale znana. Majka Jeżowska zdążyła już w latach 80. nagrać dwie „dorosłe płyty”? No, właściwie półtorej. Od początku jednak:

o ile trudno przeoczyć istnienie „Jadę w świat” z 1981 roku, choćby ze względu na znajdujące się tu „Od rana mam dobry humor” i „Najpiękniejszą w klasie”, to „Wibracje” wydane sześć lat później zniknęły gdzieś w mrokach historii. A szkoda, bo wydają się propozycją ciekawszą niż debiutancki longplay wokalistki. „Jadę w świat” sprawia wrażenie pospiesznej kompilacji, znajdziemy tu zarówno funkowo-soulowe kompozycje, które śmiało mogłyby zostać wzięte na warsztat przez Ewę Bem („Żyć do pełna”), jak i niezobowiązujące country’owe numery, które – sądząc po wideo dodawanych na Youtube – wciąż cieszą się popularnością podczas rozmaitych przeglądów piosenki dziecięcej (np. „Kino Raj”). O „Najpiękniejszej w klasie” nie ma nawet co wspominać, bo to ścisły kanon, jeśli chodzi o muzykę dla najmłodszych (i m.in. stąd ta wspomniana „półdorosłość”).

Z „Wibracjami” sprawa ma się zupełnie inaczej. Materiał, który trafił na płytę (skomponowany niemal w całości przez wokalistkę i opatrzony tekstami Cygana, Mogielnickiego i Dutkiewicza, w więc umówmy się: na nowicjuszy nie trafiło), zadaje kłam obiegowemu przesądowi, że polscy muzyki z drugiej połowy lat 80. zajmowali się głównie strojeniem instrumentów przy pomocy własnych łez oraz walką z systemem. Powiem tak: pierwsze albumy Madonny i Janet Jackson ewidentnie były tu grane. Całość doprawiona jest natomiast pewną (nieprzesadną) dozą osiecczyzny i estradowej „muzyki środka” z lat 70.

„Wibracje” nie mają może startu do znakomitego „Dziękuję, nie tańczę” Jurksztowicz, łatwo dostrzec pomiędzy tymi albumami kilka analogii. Nie ma tu zresztą przypadków. Jeżowska, podobnie jak Dębski i Jurksztowicz, współpracowała z „Dyskoteką Pana Jacka”, gdzie dała się poznać jako naprawdę sprawna autorka.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że druga płyta studyjna Jeżowskiej miała rozpocząć nowy etap w jej karierze. Stało się inaczej – kolejne wydawnictwa były adresowane już wyłącznie do dzieci i ugruntowały status Jeżowskiej jako niekwestionowanej gwiazdy gatunku. I, abstrahując od sentymentu, jakim dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie darzą kawałki w rodzaju „A ja wolę moją mamę”, trochę szkoda.

Tekst jest częścią projektu „Po(p)land. Baza polskiej muzyki popularnej” realizowanego dzięki stypendium twórczemu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *