Pierwszy polski longplay z muzyką młodzieżową – „Niebiesko-Czarni”

Jesli chodzi o polską muzykę młodzieżową, aż do 1966 roku rodzimy przemysł fonograficzny mógł się poszczycić wyłącznie wydawnictwami w postaci singli, „czwórek” i niskiej jakości pocztówek dźwiękowych. Autorami pierwszego polskiego longplaya byli Niebiesko-Czarni, zespół big-beatowy założony i kierowany przez Franciszka Walickiego, „ojca polskiego rock’n’rolla”.

Album zatytułowany po prostu „Niebiesko-Czarni” niewiele powie nam o ówczesnym brzmieniu i kierunku, w którym zmierzał zespół. Mamy tu raczej do czynienia z eklektycznym zbiorem utworów, częściowo skomponowanych przez muzyków, którzy w momencie premiery nie należeli już do grupy. Dobry przykład stanowią tu niezobowiązujące rhytm and bluesowe i rock’n’rollowe piosenki w rodzaju „Hej dziewczyno hej” czy „Zabawy w ciuciubabkę” napisane przez Czesława Niemena (w czasach współpracy z Niebiesko-Czarnymi posługiwał się jeszcze prawdziwym nazwiskiem „Wydrzycki”), który opuścił zespół w 1965 roku.

Na „Niebiesko-Czarnych” znajdziemy również efekty folkowych poszukiwań zespołu, takie jak big beatowa interpretacja tradycyjnej piosenki „Idzie dysc”. Jak można podejrzewać: były one wynikiem pewnego kompromisu i miały z założenia przekonać władze, że raczkujący w naszym kraju rock’n’roll dąży do samodzielności i lokalności, a co najważniejsze: dystansuje się od niepożądanych, „imperialnych wzorców”* . (Wśród nagrań znajdziemy jednak polską wersję utworu T. Springfielda, która nosi tu tytuł „Żegnaj karnawale”.) Ten różnorodny, a przy tym mało spójny zbiór utworów dowodzi jednak, że Niebiesko-Czarni stanowili grupę prezentującą wysoki poziom umiejętności warsztatowych (czego przykład znajdziemy choćby w instrumentalnej kompozycji Janusza Popławskiego „Taka była moja dziewczyna”) oraz dobrą znajomość trendów panujących w muzyce rozrywkowej.

Pierwszy longplay w historii polskiej fonografii nosi w sobie cechy charakterystyczne dla polskiej sceny big beatowej pierwszej połowy lat 60.: w działalność zespołów takich jak Niebiesko-Czarni lub konkurencyjni Czerwono-Czarni wpisana była pewna elastyczność i częste zmiany personalne. Z tego powodu bardziej niż o „zespołach”, powinniśmy mówić o „estradowych trupach”, uczestniczących zresztą regularnie w koncertach nazywanych „składankami”, podczas których muzycy dzielili scenę z kuglarzami, kabaretami etc. Jedynie w ciągu czterech pierwszych lat kariery przez grupę Walickiego przewinęło się ponad dwadzieścioro muzyków. Fakt, że w nagraniach albumu wzięło aż siedmiu wokalistów nie powinien więc dziwić.

Co do eklektyzmu natomiast: choć dziś myślimy o „longplayu” jako o integralnej całości, początkowo był on jedynie wydłużonym w stosunku do czwórek i singli zestawem piosenek. Gino Castaldo w swojej książce „Ziemia obiecana. 40 lat kultury rocka 1954-1994” przekonuje, że koncept longplaya jako dzieła sztuki to zasługa Beatlesów. Pionierstwa na naszym gruncie należałoby się chyba doszukiwać w twórczości Niemena i jego „Enigmatic” (1970) i w wydanym rok później „Mrowisku” Klanu.

A skoro wspomniałem już o Fab Four: warto zwrócić uwagę na okładkę zaprojektowaną przez Marka Karewicza, słynnego fotografa jazzowego i big beatowego. Jak przekonuje autor**, jego dzieło powstałego kilka miesięcy przed premierą płyty Beatlesów pod tytułem , Ze względu na opieszałość decydentów i niską wydajność polskiego rynku fonograficznego, ujrzała jednak światło dzienne nieco później, co ściągnęło na artystę niesłuszne podejrzenia o plagiat.

PS Tak naprawdę jako pierwsi swój longplay nagrali Czerwono-Czarni – zespół założony przez Franciszka Walickiego, a następnie podstępnie mu „podebrany”. Walicki, zgodnie z towarzyszącą mu opinią człowieka, który jest w stanie załatwić absolutnie wszystko, dołożył wszelkich starań, aby uprzedzić konkurencję.
_

* Niebiesko-Czarni spopularyzowali również wymyślone przez Franciszka Walickiego hasło „Polska młodzież śpiewa polskie piosenki”, które szczególnie trafiło w gusta władz, a zarazem stało się sygnałem, że polska scena nie musi się ograniczać wyłącznie do naśladowania zespołów brytyjskich i amerykańskich, a co za tym idzie: do coverowania ich utworów.
** Patrz: M. Karewicz, M. Jacobson, „Big-beat”, Wydawnictwo SQN 2014

Tekst jest częścią projektu „Po(p)land. Baza polskiej muzyki popularnej” realizowanego dzięki stypendium twórczemu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *