„Pocałuj noc” – pop rockowy wzorzec z Sevres

Być może nośny refren nie ocala ani narodów, ani ludzi, ale na pewno przydaje cech boskich, tymczasowo w aniołów przerabia. Myślałem o tym ostatnio, gdy podczas rozmowy z kolegą Bartkiem (Liczne rany kłute– polecam mocno!) weszliśmy na grząski, nierówny teren „Młodych wilków”. Film w reżyserii Żamojdy nadpisał mi się w głowie jako niewiarygodne nęcące i atrakcyjne kino akcji, jako dzieło redefiniujące swoim rozmachem określenie „epicki”. Takie, przy którym biedny ślepy Homer skuliłby się w sobie i stwierdził cicho „dobra, to trudno”. Obejrzany jakieś dwadzieścia trzy lata po premierze zdaje się raczej (dość uroczą, ale jednak) najntisową ramotką, kawałkiem pokracznego kina-naprawdę-niewielkiej-przygody, w którym ogromne aspiracje sąsiadują z technicznymi niedostatkami i brakiem wstydu.

Coś jednak sprawia, że w dalszym ciągu chcę myśleć o filmie Żamojdy tak, jak w okolicach 1995 roku. Jednym z głównych powodów jest właśnie ścieżka dźwiękowa, na którą trafiło bodaj sześć utworów Varius Manx. Wśród nich „Pocałuj noc (Do ciebie)”. Pozornie mamy tu do czynienia ze zwyczajnym, power chordowym granie na cztery, które uderza po nieco sophistipopowej, podszytej bossanovą zwrotce. A jednak dostajemy tu wszystko, czego potrzebuje młody organizm, by odpowiednio funkcjonować: stadionowa kalkulacja przeplata się z nieskrępowaną żarliwością i spontanicznością, poczucie triumfu sąsiaduje z desperacją, słowem: są to sytuacje katarktyczne. I jeśli nawet „Młode wilki” same w sobie nie gwarantują zbyt intensywnych doznań, to Janson, Lipnicka i spółka rekompensują nam to z nawiązką.

Tekst jest częścią projektu „Po(p)land. Baza polskiej muzyki popularnej” realizowanego dzięki stypendium twórczemu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *