Sprawa Framerów

Niedawna śmierć Izabeli Skrybant-Dziewiątkowskiej z Tercetu Egzotycznego, wywołała lawinę komentarzy, jakże odległych od tego, co zwykli pisać o zespole krytycy muzyczni. Wskazywano na niemal społeczny wymiar działalności grupy, na przemycaną przez nich nutę egzotyzmu, która w siermiężnym PRL-u pozwalała choć na chwilę uwierzyć, że po wyjściu z mieszkania, zamiast nękanego deficytami towarowymi pawilonu, naszym oczom ukaże się otoczona kaktusami hacjenda.

Tercet nie był jednak jedynym zespołem dostarczającym Polakom okołolatynoskich, estradowych wzruszeń. Choć dziś mało kto pamięta Framerach (nazwa powstała z połączenia nazwisk dwojga wykonawców – Zbigniewa Frankiewicza i Zofii Szumer), był czas, w którym płyty duetu rozchodziły się w kilkusettysięcznych nakładach. Prasa muzyczna, z opiniotwórczym „Jazzem” na czele, odsądzała grupę od czci i wiary, zarzucała Framerom skłonność do banału i taniego sentymentalizmu oraz warsztatową nieumiejętność. Na łamach wspomnianego „Jazzu” doszło nawet do krótkiej polemiki między fanką zespołu a autorem, który dopuścił się napisania na jego temat paszkwilanckiego niemal artykułu.

Niezależnie od opinii specjalistów, słuchacze wiedzieli swoje. Album „Pozdrowienia z różnych stron” z 1972 roku, nieco toporna mieszanka muzyki latynoskiej, swingu i popu, został trzy lata później uhonorowany złotą płytą. Lata 70. to zresztą okres największej popularności Framerów. Obecny na scenie od początku 1959 roku duet doskonale wpisywał się w politykę kulturalną tamtej doby – oferował rozrywkę niezobowiązującą, w żaden sposób niezakotwiczoną w rzeczywistości społecznej i politycznej.

Zespół przestał istnieć w 1980 roku (zdążył jednak zaliczyć rzutem na taśmę gościnny występ w „Amatorze” Kieślowskiego – stosowny kadr poniżej), nie dowiemy się więc, czy muzyka Framerów nabrałaby w epoce syntezatorów nowych barw i jakości. Można jednak założyć, że tak jak wspomniany Tercet, grupa w dalszym ciągu trzymałaby się utartych ścieżek, które pozwalają trafić prosto do serca nieskorego do artystycznych eksperymentów słuchacza.

I podobnie jak w wypadku zespołu Izabeli Skrybant-Dziewiątkowskiej, media społecznościowe dopisały (i wciąż dopisują) do historii grupy osobliwy apendyks. Gdy spojrzymy na komentarze dodane pod utworami Framerów umieszczonymi na Youtube, zauważymy, jak wiele z nich składa się z utyskiwań na współczesną muzykę i deklaracji w rodzaju „dziś takich piosenek już się nie pisze”, bo przecież „kiedyś to było”. Pomyśleć tylko, że mówimy o zespole, którego nazwa stanowiła przez długi czas synonim kiczu i trawiącej ówczesny pop bezmyślności. No i znów: nostalgia kontra krytycy – 1:0.

Tekst jest częścią projektu „Po(p)land. Baza polskiej muzyki popularnej” realizowanego dzięki stypendium twórczemu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *