STARTER: Andrzej Korzyński

Ambitny kompozytor flirtujący z show-biznesem lat 70. i 80.? A może miłośnik chwytliwych melodii, który z (zawodowego) obowiązku poświęca swój czas na pisanie nieco trudniejszych utworów? Niezależnie od tego, jak go nazwiemy, pewne jest jedno: zawdzięczamy Andrzejowi Korzyńskiemu więcej, niż mogłoby się nam wydawać.

Umiejętność lawirowania między światem muzyki pop a tzw. wymagającą twórczością to raczej domena rodzimych jazzmanów. Wystarczy wymienić choćby pierwsze z brzegu nazwiska takie jak Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz (m.in. serialowe przeboje Czterdzieści lat minęło i Stawiam na Tolka Banana), Jan Ptaszyn Wróblewski (np. znakomite Zielono mi z repertuaru Andrzeja Dąbrowskiego), Wojciech Karolak (Wyszłam za mąż – zaraz wracam wykonywane przez Ewę Bem).

Nieco inaczej sprawy się mają w wypadku polskich kompozytorów filmowych, zwykle koncentrujących swoje wysiłki wyłącznie w obrębie jednej dziedziny. Przypadek Krzesimira Dębskiego należy traktować raczej jako odstępstwo od reguły. Zresztą jego związki z muzyką pop zostały już dawno „zalegalizowane”, także dzięki utworom, które trafiły do czołówek seriali Klan i Na dobre i złe, można traktować tego kompozytora jako jedną z kanonicznych postaci rodzimej popkultury). Tymczasem Andrzej Korzyński już na wczesnym etapie swojej kariery łączył funkcję zręcznego songwritera oraz twórcy muzyki instrumentalnej.

W połowie lat 60., wraz z Mateuszem Święcickim i Witoldem Pogranicznym, założył Młodzieżowe Studio „Rytm”, działające przy redakcji młodzieżowej Programu Pierwszego Polskiego Radia, które odegrało ogromną rolę w popularyzacji twórczości takich wykonawców jak Niebiesko-Czarni, Trubadurzy, Breakout, Polanie i wielu innych. Mniej więcej w tym samym czasie Korzyński skomponował dla Piotra Szczepanika jego dwa największe przeboje – Żółte kalendarze i Kochać. Niecałe cztery lata później natomiast do kin trafił film Andrzeja Wajdy Wszystko na sprzedaż (1969), do którego napisał muzykę. Z samym Wajdą współpracował zresztą jeszcze wielokrotnie przy takich filmach jak Człowiek z marmuru, Człowiek z żelaza, Polowanie na muchy czy Panna Nikt. O twórczej synergii obu twórców sporo mówi napisana przez reżysera dedykacja z 1981 roku, o której swego czasu opowiadał sam kompozytor. Korzyński związał się na polu artystycznym z Andrzejem Żuławskim, jego muzykę słyszymy m.in. w Opętaniu (1981) i Na srebrnym globie (1987).

Niemalże równolegle twórca angażował się w projekty o zgoła innym charakterze – wystarczy tylko wspomnieć, że zaledwie trzy lata po premierze pierwszego z wyżej wymienionych filmów, opatrzonego (nomen omen) opętańczą ścieżką dźwiękową, zaprezentował słuchaczom swoje satyryczno-funkowe oblicze firmowane twarzą Piotra Fronczewskiego vel Franka Kimono. To zamiłowanie do skrajnie różnych form gatunkowych i środków wyrazu dotyczy zresztą całej kariery Korzyńskiego. Niezależnie od tego, czy poświęcał swoją uwagę tworzeniu chwytliwych refrenów, które trafią na listy przebojów, czy też tworzeniu skomplikowanych struktur dźwiękowych, które pogłębią doznania kinowego widza, zawsze wykazywał się wielką wyobraźnią i zmysłem melodycznym.

O ile jednak w wypadku twórczości filmowej możemy już chyba mówić o pełnej aprobacie ze strony rodzimych i zagranicznych odbiorców oraz krytyków (czego dowodem są choćby pozycje z katalogu wytwórni Finders Keepers, które trafiły do sklepów względnie niedawno), Korzyński pozostaje dla wielu słuchaczy, nawet tych nucących jego piosenki, postacią anonimową. Postanowiłem więc oddać cesarzowi, co cesarskie i przygotować subiektywne zestawienie najlepszych utworów jego autorstwa, które z braku lepszego określenia nazwijmy mianem „rozrywkowych”.

Piotr Szczepanik – Kochać (Piotr Szczepanik śpiewa, 1966)

Wbrew tytułowi, Kochać powinniśmy szukać nie pod literą „K”, a pod „E”, jak „elegancja”. Szykowne jest tu właściwie wszystko: emocjonalny, a zarazem bardzo prosty tekst Andrzeja Tylczyńskiego, stabilny, niewysilony wokal Piotra Szczepanika, no i oczywiście aranż. Można odnieść wrażenie, że 26-letni Korzyński nawiązuje w tym utworze do francuskiej i włoskiej muzyki estradowej z lat 50. i 60. Zwróćmy choćby uwagę na dźwięki wibrafonu i orkiestracje, które przywodzą na myśl choćby takich artystów jak Gino Paoli. Na okładce winylowego wydania czytamy: kariera Szczepanika jest wynikiem dużego zapotrzebowania na ten rodzaj piosenki, jaką wylansował. Zawiera ona bowiem to, czego trudno byłoby się doszukać w hałaśliwej epoce mocnego uderzenia.To interesujące, choćby ze względu na…

Czesław Niemen i Akwarele – Domek bez adresu (Dziwny jest ten świat, 1967)

…ten utwór. Co prawda wraz z rozpoczęciem kariery solowej Czesław Niemen pożegnał się na dobre z big beatem à la Niebiesko-Czarni, jednak zgiełku i hałasu (całkowicie przemyślanego i kontrolowanego) w Domku bez adresu nie brakuje. W swojej kompozycji Korzyński łączy soulowe inspiracje spod znaku wytwórni Motown z lokalną odmianą rock’n’rolla oraz psychodelii tamtej doby. A gdyby tego było mało, całość przyprawiona jest – zarówno pod względem muzycznym, jak i tekstowym – subtelną dawką ludowości. Szczególne wrażenie robi zawiłość linii melodycznych w zwrotkach oraz oczywiście sam Niemen, który był wówczas w naprawdę doskonałej formie.

Arp-Life – Baby-Bump (Jumbo Jet, 1977)

Korzyński nie był co prawda nominalnym członkiem-instrumentalistą tego nieco zapomnianego, a zarazem wybitnego składu (w informacjach zamieszczonych na okładce figuruje jako kierownik muzyczny i aranżer), nie przeszkodziło mu to jednak w napisaniu być może najlepszego utworu w historii grupy. Baby Bump to przede wszystkim fascynujące dialogi sekcji rytmicznej i ARP-u (syntezatora, od którego pochodzi nazwa zespołu) i funkowy groove przełamywany folkowymi partiami żeńskich wokali. A także: dramaturgia. Muzycy Arp-Life konsekwentnie budują tu napięcie, które koniec końców nie znajduje żadnego ujścia – i jest w tym niedosycie coś absolutnie ujmującego. Warto dodać, że utwór trafił na ścieżkę dźwiękową Człowieka z marmuruWajdy, gdzie sąsiaduje z innymi, dużo bardziej tradycyjnymi utworami Korzyńskiego.

Zdzisława Sośnicka – Pożegnanie z bajką (ścieżka dźwiękowa filmu Akademia Pana Kleksa, 1984)

To jeden z tych utworów, które z czasem nabierają nowych znaczeń. Pożegnanie z bajką to tak naprawdę opowieść spod znaku coming of age, podmiotem całej narracji jest tu jednak nie osoba żegnająca się z własnym dzieciństwem/młodością, a bliżej nieokreślony zbiór naszych tęsknot i fascynacji, zogniskowanych w postaci bezimiennej księżniczki. W tej urokliwej, nieco onirycznej kompozycji Korzyńskiego, delikatny jak nigdy głos Zdzisławy Sośnickiej kontrastuje z wyrazistym, funkującym basem Adama Żaka. Jeden z najlepszych polskich utworów dla-dzieci-i-nie-tylko.

Franek Kimono – King Bruce Lee Karate Mistrz (Franek Kimono, 1984)

Trochę szkoda, że cała postać Franka Kimono oraz debiutancka płyta tego fikcyjnego zawadiaki zostały już dawno opatrzone niezmywalną pieczątką z napisem „zabawna muzyka sprzed lat, którą puszcza się na osiemnastkach”. Przyjmując tę popularną optykę, przeoczymy zapewne zarówno zmyślność zawartej tu satyry, która pobrzmiewa dziś krytyką całego modelu toksycznej męskości oraz skłania do refleksji na temat tożsamościotwórczej roli popkultury. A przede wszystkim: nie docenimy w pełni muzycznej jakości tych utworów. W utworze Korzyńskiego, który wykreował zresztą postać Franka, disco-funkowa pulsacja (Arkadiusz Żak!) przeplata się z synthpopową mechanicznością, a to wszystko opatrzone zostało dalekowschodnimi ornamentami. W 1984 żaden inny polski wykonawca nie brzmiał tak świeżo.

__

* Utwór pojawił się dopiero na kompaktowej reedycji płyty z 1996 roku.

Tekst jest częścią projektu „Po(p)land. Baza polskiej muzyki popularnej” realizowanego dzięki stypendium twórczemu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *